niedziela, 26 października 2014

One day in London

Dziś przyszła kolej na notkę z Londynu, o której wspominałam wcześniej. W końcu doczekała się swoich 5 minut.
Mimo, że do Londynu chciałam się od dawna wybrać to nigdy nie było mi po drodze. Jak już miałam gdzieś wyjechać to wolałam lecieć do miejsc, gdzie słońce naparza od rana do wieczora. Ale ostatnio natrafiła się okazja i wraz ze znajomymi wybrałam się do Londynu. Niestety tylko na jeden dzień, ale lepszy rydz niż nic. Z samego rana byliśmy już w centrum Londynu, a tak dokładniej na dworcu centralnym. Głodni po długiej podróży wyszukaliśmy restauracje z brytyjskim śniadankiem. Tłuste, ale przepyszne. Tylko zobaczcie na to zdjęcie, aż chce się jeść.
Najedzeni z energią na pierwszy rzut wybraliśmy Tower Bridge. Z mapą w ręku poszliśmy go poszukać. Tak, wiem, mogliśmy wziąć autobus, albo metro, ale stwierdziliśmy ze nie jest to, aż tak daleko, i że damy radę. Daliśmy!
Piękny ogromny most, który robi wrażenie na każdym kto pierwszy raz jest w Londynie. Kilka fotek i następny konieczny do odwiedzenia punkt. London Eye. Przed wyjazdem zrobiłam wywiad ze znajomymi i zdania były podzielone. Jedni mówili, że warto inni, że raczej nie. Ale ciekawość i myśl, że tylko jeden dzień były silniejsze. Ty razem zdecydowaliśmy się podjechać autobusem i tutaj pojawił się problem. Wsiadając do autobusu i prosząc o bilet, pan kierowca był lekko zszokowany. W Londynie nie można kupować biletów w autobusie, nawet koło przystanków nie było, żadnej maszyny. Mieliśmy szczęście pan za kółkiem uległ naszemu urokowi i wpuścił nas do środka. Więc znajdując się już pod ogromnym diabelskim młynie ustawiliśmy się w kolejce i grzecznie czekaliśmy na swoją kolej. Moje próby zrobienia zdjęcia tego gigantycznego koła kończyły się na niczym. Obiektyw nie potrafił objąć tego ogromu. Ale z tym sobie też poradziłam i zrobiłam kilka zdjęć z mostu prowadzącego do Big Bena (ale o tym zaraz). Jak już dostaliśmy się do kapsuły, bo tak to mniej więcej wygląda, rozpoczęliśmy zwiedzanie z lotu ptaka.
Koszt takiego przejazdu to ok. 25 euro i w tym mamy też kino 4D, które mieści się w budynku zaraz obok koła. Byliśmy i polecamy. Trwa tylko 10 minut. Potem, spacerkiem przez most doszliśmy do najbardziej znanego miejsca w Londynie – Big Ben. Nawiasem mówiąc te latarnie dekoracyjne sprawiają, że każdy most nie jest już zwykłym mostem.
Idąc za wskazówkami na mapie doszliśmy do chińskiej dzielnicy. Mnóstwo czerwonych lampionów, a dookoła chińskie restauracje i sklepy. Skusiliśmy się nawet na odwiedziny w jednej restauracji. Każdy wybrał sobie po przystawce. Powiem wam szczerze, że wygląda ciekawie, ale nie smakowało to zbyt dobrze.
Po lekkim niesmaku, dalej spacerowaliśmy sobie londyńskimi ulicami. Chcieliśmy nawet odwiedzić restauracje Jamiego Olivera, ale niestety odbiliśmy się tyko od zamkniętych drzwi. Jakiś remont… wrrr...
Tak zakończyła się nasza przygoda, jeden pełny dzień. Zawsze wszyscy mówią, że tam pada cały czas. My trafiliśmy na cudowną pogodę. Może jeszcze kiedyś los mi będzie sprzyjał i będę mogła tam wrócić na chwilę dłużej.

piątek, 17 października 2014

Comfy and warm scarf

Hej,
pewnie już wszyscy odczuli na swojej skórze jesienne dni i wieczory. Spadające z drzew złote liście, zimny powiew wiatru, ludzie otulający się ciepłymi kurtkami i te dzieci w kaloszach skaczące po kałużach. Jesień wcale nie musi być taką smutną porą roku, gdzie dopada nas chandra i tzw. „deprecha”. Wiadomo bywają dni kiedy na zewnątrz leje, że nie da się wyjść z domu, temperatura spada w zastraszającym tempie i zero pomysłów na spędzanie wolnego czasu (bo wszystkie seriale i filmy już dawno oglądnięte). To może skutecznie nas dobić. Ale koniec tego, jak na razie pogoda nas rozpieszcza, może nie jest gorąco, ale na pewno słonecznie. Dzisiaj przedstawiam wam outfit z jesiennego Londynu. Miałam okazję tam być na weekend i ku mojemu zdziwieniu wcale nie padało. Dla mnie najlepszym rozwiązaniem jesienią jest ogromny szalik. Ciepły, wygodny, niezawodny. W razie wichury można się opatulić, a kiedy wyjdzie słońce, po prostu ściągnąć.


Następnym razem trochę wspomnień z Londynu.
Enjoy!

czwartek, 9 października 2014

In the air

Hej dzisiaj krótki post. W zeszły weekend miałam okazję lecieć awionetką. Nie jest to nadzwyczaj ekstremalne przeżycie, ale warto zobaczyć miasto z lotu ptaka. Nie da się tego porównać z lotem samolotu. Każde jakiekolwiek fałdy powietrza czuć od razu. Skręty i te uczucie kiedy awionetka jest przechylona nie do opisania, a start i lądowanie zapiera dech w piersiach. Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję skorzystać z takiej usługi to polecam gorąco. Tym czasem zostawiam was ze zdjęciami, a następna notka już z Londynu.


Do następnego!

niedziela, 5 października 2014

Take care of your skin

Mamy czasem takie dni – my kobiety, że spoglądając w lustro zastanawiamy się co jest nie tak, że nasza skóra nie wygląda jak byśmy chciały. Stoimy rozmyślając jaka jest tego przyczyna. Zła dieta?. Życie w stresie?. Mało snu, a może złe kosmetyki?. Tak trudno to wszystko ogarnąć i zmienić swoje przyzwyczajenia, ale powiedzcie czego się nie robi, żeby czuć się piękną? Pozbycie się stresu to nie lada wyczyn kiedy w pracy musimy działać na 100%. Z dietą już nie jest taki problem. W tych czasach jest na topie. W internecie, telewizji i gazetach znajdziemy mnóstwo informacji na temat zdrowego odżywiania, ale ten temat zostawmy na inna okazję.
Z kosmetykami nie jest tak łatwo jakby mogło się wydawać. Ile razy kupiłyście produkt, który nijak się nie sprawdził na waszej twarzy? A jeszcze czasem nawet szkód narobił? Ja miałam tak setki razy. Nie dość, że nie małe pieniądze poszły w błoto, to jeszcze pełno wyprysków na twarzy. Po tych nieudanych próbach podeszłam do tego inaczej. Sprawdziłam jaką mam cerę i jakie powinnam kosmetyki używać. Prawdę mówiąc nie dziwie się, że produkty, które używałam wcześniej (nieodpowiednie do mojego typu skóry) tak mnie uczulały. Do skóry mieszanej ze skłonnością do trądziku używać kremu mocno natłuszczającego? To się nigdy dobrze dla mnie nie kończyło. Już teraz wiem jak postępować (chociaż dalej się zdarzają wpadki), czego powinnam używać, a co omijać szerokim łukiem. Przedstawię wam kilka moich kosmetyków, które aktualnie stosuję.
L`Oreal Nutri – Gold

Krem na dzień. Dobrze nawilża (ale nie polecam dla osób z suchą skórą) i pięknie pachnie. Dość szybko się wchłania i nie pozostawia filmu, którego większość kobiet nie lubi. Jego konsystencja jest na podobieństwo masła, bardzo treściwa. Skóra po nim jest nawilżona, miękka, a wszystkie niedoskonałości lekko zmniejszone.

Bioliq Dermo, Intensywe serum rewitalizujące

To serum zakupiłam przy okazji promocyjnej w Super-pharm. Mogę stwierdzić, że nawilżenie jest średnie, ale idealnie mi odpowiada pod makijaż. Ma wyrównywać koloryt, jeszcze nie dojrzałam tego swoim okiem, ale na pewno lekko odżywia. Stosuję go na twarz i dekolt. Aplikacja poprzez pipetkę jest świetnym rozwiązaniem, bo możemy kontrolować jak dużo chcemy go użyć.
Neutrogena, Pink Grapefruit - żel

Teraz próbuję tego żelu i muszę stwierdzić, że nijak się ma do żelu z Effaclar z La roche posay. Jest o zapachu grapefruita i przeznaczony do cery ze skłonnością do trądziku. Jego konsystencja jest zbyt rzadka. Dobrze oczyszcza twarz i nie robi nic złego mojej twarzy, ale oczekiwałam od niego trochę więcej. Wybrałam go dlatego, że peeling z tej kolekcji jest idealny dla mnie. Cóż następnym razem powrócę do Effeclar, który nigdy mnie nie rozczarował.

Neutrogena Visibly Clear, Pink Grapefruit – peeling

Peeling w porównaniu do żelu jest świetny. Idealnie czyści twarz, odświeża i odblokowuje pory. Zauważyłam, że moja twarz jest po nim miękka, a niedoskonałości są zredukowane. Stosuję go max. do 3 razy w tygodniu.
La Roche Posay, Effaclar Duo

Jest to krem, który ma za zadanie eliminować niespodzianki pojawiające się na naszej twarzy. Powiem wam szczerze, że ratuje mnie za każdym razem jak niespodziewany bąbel wyjdzie mi na środku nosa. Stosuję go tylko punktowo, bo kiedyś spróbowałam go na większą część twarzy i niestety mnie wysuszył. Nakładam go na pojedyncze wypryski na noc, a rano są one zdecydowanie zmniejszone i zaczerwienienie jest łagodniejsze.

Olej makadamia ORGANICZNY

Chyba każdemu znany jest ten rozsławiony w świecie internetu olejek. Można go stosować na wiele sposobów. Nie tylko do twarzy ale także np. do włosów. Jest przeznaczony do każdego typu skóry. Ja go stosuję w połączeniu z kremami to twarzy. Szybko się wchłania i świetnie nawilża. Po jego zastosowaniu zauważyłam, że moja twarz jest wyjątkowo odżywiona, zregenerowana i poprawia mój wygląd skóry.

Olej arganowy ORGANICZNY

To cudo chyba każda kobieta miała w ręce, jeżeli nie sam olej to na pewno kosmetyk, w którym z jednych składników był właśnie on. Dodają go dosłownie do wszystkiego. Kremy do twarzy, balsamy do ciała, żele, szampony czy odżywki do włosów są z zawartością naszego bohatera. Nic dziwnego skoro jego działanie jest tak wspaniałe. Olej ten działa ujędrniająco, wygładzająco, poprawia elastyczność, regeneruje naszą skórę oraz działa przeciw starzeniowo. Wierzcie mi, albo nie, ale tak naprawdę jest. Stosuję go do twarzy, włosów, na paznokcie i za każdym razem działa cuda. Jeśli jeszcze nie miałyście to koniecznie się zaopatrzcie.
Spirulina, algi morskie + kwas hialuronowy 1%

Kiedy moja twarz błaga o zabieg „ala spa” na pomoc biegnie mi sporządzona przeze mnie maseczka z alg morskich i kwasu hialuronowego 1%.
Jakie jest działanie alg? Z pewnością ujędrnia, odżywia, regeneruje, poprawia wygląd i kolor naszej skóry. Redukuje wypryski na naszej twarzy.
Kwas hialuronowy 1% utrzymuje nawilżenie skóry, działa łagodząco, poprawia elastyczność i ujędrnia.

Do sporządzenia takiej maseczki potrzebujemy spiruliny, 2 krople kwasu hialuronowego i wody najlepiej mineralnej niegazowanej. Łączymy wszystkie składniki ze sobą tworząc papkę. Nakładamy na twarz i cieszymy się chwilowym relaksem. Po kilkunastu minutach zmywamy maseczkę (jest to wyzwanie, bo ciężko się jej pozbyć). Twarz po tej maseczce jest odżywiona i uspokojona. Naprawdę po żadnej innej nie czułam się tak dobrze. Jak ją pierwszy raz użyłam to oczy wyszły mi na wierzch. Wszystkie niedoskonałości są zmniejszone, a wyprysków wychodzi znacznie, znacznie mniej.

Czy używałyście jakiegoś z tych produktów? A może polecacie coś wyjątkowego?

poniedziałek, 29 września 2014

Mix z Chorwacji. Part 2

Hej, trochę się tu zakurzyło, ale brak czasu dla samej siebie niestety nie pomaga w prowadzeniu bloga tak jak bym chciała. Mam nadzieję, że już niedługo tego czasu przybędzie i oczywiście zajmę się tym wszystkim z największa starannością (przynajmniej taką mam nadzieję). Notki będą częściej dodawane. Tak... już nie mogę się doczekać.
Tymczasem przejdźmy do drugiej części zdjęć z Chorwacji. W poprzedniej notce z wakacji dałam znać, że pojawią się następne zdjęcia, więc teraz jest na nie kolej. Tym razem pokażę wam trochę scenerii miejskiej, klimatyczne miejsca i coś przepysznego.

Widok na miasto z wieży zapierało dech w piersiach. Te wszystkie małe domki, budyneczki i te dachy wyglądające jakby się łączyły w jedną całość. Tuż obok tego port z najlepszymi jachtami. Ich wygląd powalał na kolana.

Schodzimy niżej a tam przecudne wąskie uliczki, które mają swój nadzwyczajny klimat. Kawiarnie, która jedna jest całkiem inna od poprzedniej i nigdy nie wiadomo, którą wybrać, bo każda ma coś w sobie.

Takie pyszności spotkały nas w jednej restauracji. Patera czyli ogromny talerz nie tylko owoców morza, ale przeróżnych ryb.

Jak to zawsze na wakacjach bywa, pamiątek nigdy za wiele. Z każdych stron otaczali nas sprzedawcy tych oto świecidełek. Sama sobie nabyłam taki kapelusz. Świetna rozwiązanie na plaże jeśli ktoś nie opala twarzy.

Tak chciałoby się tam wrócić. Wehikuł czasu to byłby cud!

niedziela, 21 września 2014

Denim

Dzisiaj niedziela, więc weekend dobiega końca. Po wczorajszych gorących wodach termalnych tak się zrelaksowałam i rozleniwiłam, że dziś czeka na mnie tylko seans filmowy. Przesyłam zdjęcia z jeansową stylizacją. Jakoś nigdy nie byłam chętna do łączenia góry i dołu jeansowego. Ostatnio się przekonałam i muszę stwierdzić, że nieźle to wygląda. Zostawiam was ze zdjęciami i lecę wylegiwać się dalej. Jak wy spędzacie weekend?

Miłej weekendowej końcówki!